Transkrypcja
Nie masz warunków, by posłuchać podcastu? Wolisz przeskanować wzrokiem zawartość i wybrać dla siebie najbardziej smakowite kąski? Nie ma problemu! Kliknij poniżej, by rozwinąć transkrypcję odcinka.
Intro
Wyobraź sobie, że rano patrzysz w lustro. Kogo w nim widzisz? Swojego najlepszego przyjaciela czy może najbardziej surowego krytyka?
Marek Aureliusz napisał w Medytacjach: „nie przestaje mnie zadziwiać: kochamy samych siebie bardziej niż innych ludzi, ale bardziej przejmujemy się ich opinią niż własną”. Co przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz słowo reputacja? Prawdopodobnie właśnie to, co inni ludzie myślą o Tobie. Tymczasem istnieje inna reputacja. Taka, która ma znacznie istotniejsze przełożenie na Twoje życie. To autoreputacja, czyli to jak siebie postrzegasz, co myślisz na swój temat, to czy sobie ufasz.
Nasze wewnętrzne przekonania potrafią dodać nam skrzydeł lub podciąć je u nasady. Epiktet mówił wprost: „Niepokoją nas nie rzeczy, lecz nasze mniemania o rzeczach”. Innymi słowy – to nie wydarzenia same w sobie decydują o naszych emocjach, ale sposób, w jaki je oceniamy. A przecież jednym z najważniejszych „wydarzeń” w naszej głowie jest właśnie ocena samego siebie.
Psychologia coraz częściej to potwierdza: wiara w siebie jest fundamentem motywacji i dobrego samopoczucia. Kanadyjski psycholog Albert Bandura – twórca teorii samoskuteczności – podkreślał, że przekonanie o własnej skuteczności to podstawa ludzkiej motywacji i osiągnięć. Osoby przekonane o własnej wartości chętniej podejmują wyzwania i wytrwale dążą do celów, bo wierzą, że ich wysiłki przyniosą efekt. Oczywiście wiara ta nie może być bezpodstawna. Nie wystarczy zakrzyknąć: „Jestem zwycięzcą”. Trzeba umieć każdego dnia dotrzymywać danego sobie słowa, odpierać pokusy, żyć w zgodzie ze swoimi wartościami. Mówić, to co się myśli. Robić, to co się mówi. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, zapraszam do wysłuchania nowego odcinka podcastu. Pierwszego po 4 latach przerwy w nagrywaniu. Obiecuję solennie, że na następny odcinek będziecie musieli zaczekać krócej.
O mnie i o podcaście
Nazywam się Andrzej Bernardyn. Jestem trenerem biznesu z nurtu evidence based, ekspertem od rozwijania nawyków i praktykującym stoikiem. A to mój podcast Od laika do stoika, w którym pokazuję, jak możesz żyć inaczej. Jak zamiast wypruwać sobie żyły w pogoni za sukcesem, cieszyć się życiem tu i teraz, korzystając z mądrości stoickiej filozofii i współczesnej psychologii.
Dlaczego warto
Z jakiego powodu warto zająć się autoreputacją? Po pierwsze, aby przestać żyć w cieniu cudzych opinii i zacząć budować swoją wartość na solidnym, wewnętrznym fundamencie. Po drugie, żeby poczuć się ze sobą lepiej – autentycznie i bez warunków. Po trzecie wreszcie, by skuteczniej działać: człowiek, który sam sobie ufa, odważniej realizuje marzenia. Jak ujął to filozof i psychoterapeuta Nathaniel Branden: „Poczucie własnej wartości to reputacja, jaką cieszymy się we własnych oczach”.
Gdy stracisz reputacje w pracy, zawsze możesz znaleźć inną firmę, która Cię zatrudni. Gdy skompromitujesz się przed znajomymi, w najgorszym wypadku możesz być zmuszonym, by poszukać sobie innych kumpli. Z każdej relacji z drugim człowiek możesz się wymiksować - choć tego nie polecam. Nigdy jednak nie uciekniesz przed sobą. Będziesz sobie towarzyszyć 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Masz w swojej głowie współlokatora, którego nie da się wykurzyć ani eksmitować. Może to być Twój najlepszy przyjaciel, który Cię wspiera, pociesza, pomaga przetrwać trudne chwile. A może to być zajadły wróg, który Cię kopie, nawet wtedy, gdy leżysz. Który wykorzystuje wszystkie Twoje kompleksy przeciwko Tobie. Wie, gdzie nacisnąć, żeby najbardziej bolało. W najgorszym możliwym scenariuszu jesteś dożywotnio skazany na kontakt z oprawcą, który pastwi się nad Tobą każdego dnia, torturując Cię. W dodatku wiesz, że nigdy się od niego nie uwolnisz. W najlepszym scenariuszu, wiesz że nie ważne co by się w Twoim życiu działo, zawsze masz kogoś na kogo możesz liczyć. To jest stawka w grze o właściwą autoreputację.
Wyjaśnijmy jeszcze jedną rzecz. Swojej reputacji w oczach innych ludzi nie budujesz na swoich planach i marzeniach (przyszłości), tylko na tym, co już realnie udało Ci się osiągnąć (przeszłość). Bardzo podobnie jest w przypadku autoreputacji. Jeśli spędzasz 1/3 dnia na pornhubie, obżerasz się na zmianę chipsami i słodyczami, pieniądze na życie dostajesz od rodziców, mimo że masz 30-tkę na karku, nie polecam poklepać się po plecach i stwierdzić: „Zuch chłopak. Jestem dumny z siebie. Oby tak dalej!” Na dobrą autoreputację trzeba zapracować. Podejmując dobre wybory dotyczące tego jak wykorzystujemy czas, pieniądze, tego co jemy itd. Chodzi o to, bym stał się człowiekiem, z którego mogę być dumny. A nie być dumnym z tego, jakim teraz jestem człowiekiem, jeśli dokonuję marnych wyborów.
Kiedy opinia innych ma znaczenie
Inne błędne odczytanie mojego przesłania mogłoby się sprowadzać do maksymy: „Miej wyrąbane (na to, co inni ludzie o Tobie myślą), a będzie Ci dane.” Do tego również nie zachęcam.
Mogłoby się wydawać, że najlepiej w ogóle nie przejmować się tym, co myślą inni – stoicy często przestrzegali, by nadmiernie nie szukać zewnętrznej aprobaty. „Jeśli chcesz być lepszy, ciesz się, gdy myślą, że jesteś głupi” – radził przewrotnie Epiktet, wskazując, że rozwój wymaga czasem pójścia pod prąd obiegowych opinii. Jednak w codziennym życiu zdanie innych ludzi o nas bywa ważne i nie ma co udawać, że jest inaczej. Jesteśmy istotami społecznymi – klasyczne badania Baumeistera i Leary’ego (1995) wykazały, że potrzeba przynależności jest podstawową i wszechobecną motywacją człowieka. Naturalnie zależy nam na dobrych relacjach z innymi. Pytanie brzmi: kiedy i dlaczego warto się postarać o dobre wrażenie?
Pomyśl o sytuacjach takich jak rozmowa o pracę albo pierwszy dzień w nowym zespole. Chcesz wtedy wypaść wiarygodnie i kompetentnie – i słusznie. Od tego, czy inni uznają nas za godnych zaufania, wiele zależy. Na przykład w pracy dobra reputacja może zaowocować ciekawym projektem lub awansem, a w biznesie – lojalnością klientów. Psychologowie podkreślają, że zaufanie buduje się poprzez spójność między słowami a czynami. Daniel Goleman (2006) zauważył, że zaufanie rodzi się dzięki drobnym, konsekwentnym działaniom – takim jak dotrzymywanie obietnic czy terminów. Jeśli mówisz, że coś zrobisz i faktycznie to robisz, ludzie zaczynają wierzyć, że można na tobie polegać. Prosty przykład: obiecałeś przyjacielowi pomóc w przeprowadzce – choćbyś był zmęczony, dotrzymujesz słowa. W efekcie przyjaciel wie, że następnym razem również go nie zawiedziesz.
Inny przykład z życia codziennego: relacje rodzinne i przyjacielskie. Tutaj liczą się drobne gesty i zainteresowanie. Gdy pamiętasz o urodzinach bliskiej osoby, gdy pytasz koleżankę, jak poszła jej ważna prezentacja – pokazujesz, że Ci zależy. Rzymski stoik Seneka zauważył, że „gdziekolwiek jest człowiek, tam istnieje okazja, by okazać mu dobroć. Dobre relacje opierają się właśnie na takiej życzliwości i wzajemności. Badania nad relacjami potwierdzają, że osoby, które aktywnie okazują innym troskę i wsparcie, tworzą trwalsze więzi. Ba, silne relacje wpływają też na nasze zdrowie i szczęście. Słynne badanie Harvarda, prowadzone przez kilkadziesiąt lat, wykazało, że jakość związków międzyludzkich lepiej prognozuje nasze zadowolenie z życia i zdrowie na starość niż jakikolwiek inny czynnik.
Zatem opinia innych ma znaczenie, gdy gramy o zaufanie, szacunek i więzi. Dobra reputacja w oczach ludzi ułatwia życie w społeczeństwie – sprawia, że inni chcą z nami współpracować, lubią nas, ufają nam. Ważne jednak, by zabiegając o to, co myślą o nas inni, nie zatracić siebie. Sztuką jest znaleźć równowagę: dbać o relacje i wizerunek tam, gdzie jest to wartościowe (np. przez uczciwość, lojalność, pomocność), ale nie uzależniać poczucia własnej wartości wyłącznie od cudzych opinii. Stoicy powiedzieliby: rób dobrze i postępuj szlachetnie, a dobra reputacja przyjdzie jako skutek uboczny – cnoty, a nie pustego PR-u.
Na co wpływa autoreputacja
Czy to, co o sobie myślę, naprawdę aż tak wpływa na moje życie? Zastanówmy się. Samopoczucie – to pierwszy obszar. Osoba, która ma o sobie dobre zdanie, zwykle czuje się lepiej sama ze sobą. Z kolei niska autoreputacja (np. przekonanie „jestem do niczego”) może odbijać się na nastroju, a nawet prowadzić do poważniejszych problemów. Badania psychologiczne prowadzone przez wiele lat wykazały, że niska samoocena jest silnym prognostykiem późniejszych zaburzeń lękowych i depresji. Innymi słowy, jeśli latami żyjemy w przekonaniu, że jesteśmy niewiele warci, zwiększamy ryzyko, że z czasem pojawi się chroniczny stres, lęk czy przygnębienie. Psychologowie Orth i Robbins zauważyli, że osoby z wyższą samooceną są ogólnie szczęśliwsze i rzadziej popadają w depresję. Wyobraź sobie dwie osoby o poranku: jedna myśli z uśmiechem „Dam sobie radę”, druga z rezygnacją „Znów mi nie wyjdzie”. Nietrudno zgadnąć, która z nich wyjdzie z domu w lepszym humorze.
Skuteczność w osiąganiu celów – to kolejny obszar pod silnym wpływem autoreputacji. Jeśli w głębi duszy uważam się za kogoś zaradnego i kompetentnego, podejmę wyzwanie, bo zakładam że mi się powiedzie. Jeśli jednak mam siebie za nieogara, od razu odpuszczę („po co próbować, skoro i tak się tylko zbłaźnię”). Okazuje się, że to samospełniająca się przepowiednia. Psychologowie nazywają to efektem Galatei: kiedy wierzymy w swoje możliwości, realnie poprawia się nasze wykonanie zadania – wiara dodaje nam motywacji i wytrwałości. Eden i Ravid (1982) zaobserwowali, że studenci, którym podniesiono wiarę we własne umiejętności, osiągali lepsze wyniki. Innymi słowy, nasze przekonanie "potrafię!" często faktycznie sprawia, że potrafimy. Stoicy też intuicyjnie to wiedzieli. Marek Aureliusz pisał, że „dusza nabiera barwy myśli” – jeśli karmimy umysł negatywnym obrazem siebie, „farbujemy na czarno” nim swoją duszę i każde działanie. Natomiast jeśli naszą myślą przewodnią jest poczucie mocy i wartości, wtedy i duch, i czyny stają się jaśniejsze i silniejsze.
Relacje z innymi i sposób bycia – paradoksalnie, autoreputacja wpływa także na to, jak widzą nas inni ludzie. Osoba, która zna swoją wartość, zazwyczaj emanuje pewnością siebie i autentycznością. Nie chodzi o arogancję, ale o spokojną świadomość swoich zalet i ograniczeń. Taka osoba nie potrzebuje się przechwalać ani poniżać innych, by poczuć się lepiej – przez co bywa postrzegana jako bardziej wiarygodna i charyzmatyczna. Z kolei ktoś, kto ma o sobie fatalne mniemanie, częściej wysyła sygnały niepewności: unika kontaktu wzrokowego, mówi cicho albo agresywnie (próbując zakamuflować własne kompleksy), bo w głębi duszy oczekuje odrzucenia. W efekcie otoczenie może faktycznie mniej go doceniać – i błędne koło się zamyka.
Podsumujmy: autoreputacja wpływa na nasze emocje, decyzje i zachowania. Kształtuje, czy podejmiemy wyzwanie czy uciekniemy, czy uśmiechniemy się do siebie czy karcimy się w duchu. Gdy jest zdrowa – dodaje otuchy w trudnych chwilach (łatwiej sobie wtedy powiedzieć: „Trudno, następnym razem się uda”). Gdy jest niska – podkłada nam nogę zanim w ogóle ruszymy z miejsca. Dlatego budowanie pozytywnego, realistycznego obrazu siebie to inwestycja, która zwraca się każdego dnia, zarówno w naszym wnętrzu, jak i na zewnątrz.
6 sposobów na zwiększanie autoreputacji
Skoro już wiemy, jak ważne jest to, co myślimy o sobie, pojawia się pytanie: jak poprawić swoją autoreputację? Oto pięć praktycznych sposobów – małych kroków, które pomagają budować większe zaufanie do samego siebie. To metody proste, ale potwierdzone zarówno przez mądrość starożytnych stoików, jak i współczesne badania psychologiczne.
- Wyrzuć śmieci. Śmieciowe jedzenie często jest pyszne i „tu i teraz” dostarcza nam dużo przyjemności. Ale już po godzinie zaczyna nas po nim boleć brzuch, a w dłuższej perspektywie tyjemy i przez tłuszcze trans osłabiamy swoje ciało. Podobnie jest ze śmieciowymi wartościami. Jedną z nich jest przyjemność za wszelką cenę. Oglądanie pornografii może dać Ci przyjemność, namiastkę intymności czy orgazm. Odbywa się to jednak za bardzo wysoką cenę. Kaleczy Twój mózg, wypacza postrzeganie płci przeciwnej, wykoleja Twoje przekonanie o tym, jak powinien wyglądać seks, zmniejsza satysfakcję z bycia sam na sam z Twoim partnerem, który nie wygląda tak ponętnie, jak osoby z filmu dla dorosłych. Nie inaczej jest z zarywaniem nocy, bo musimy dokończyć sezon ulubionego serialu albo wbić Golda w Lolu, a już jesteśmy tak blisko. Perspektywa doświadczenia przyjemności odbiera nam rozum i skłania do podejmowania irracjonalnych, szkodliwych decyzji. Uzależnienia nas zniewalają i przejmują kontrolę nad naszym życiem. A wtedy myślimy o sobie, że jesteśmy słabi, że nie potrafimy się powstrzymać, że musimy. Zachęcam jednak, by zamiast ulegać pokusom, z góry zakładając że walka jest przegrana i nie ma już dla mnie nadziei, stanąć do walki z podniesionym czołem. Celebrować każdy pojedynczy sukces, kiedy odparliśmy pokusę. Każdy dzień abstynencji od uzależniającego zachowania. Im więcej ich będziesz mieć na koncie, tym łatwiej będzie Ci uwierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone. Że jak bardzo chcę, to potrafię. Jak kiedyś kiedyś bardzo kiedyś powiedział Henry Ford: „Jeśli myślisz, że potrafisz, albo że nie potrafisz – w obu przypadkach masz rację.” Tak działa samospełniająca się przepowiednia. Przeciągnij ją na swoją stronę.
- Dotrzymuj danych sobie obietnic. Nasza wiara w siebie rośnie, gdy widzimy, że możemy na sobie polegać. Jeśli przyrzekasz sobie, że coś zrobisz – np. pójdziesz pobiegać wieczorem albo skończysz projekt przed deadlinem – zrób to. Każde takie spełnione przyrzeczenie to sygnał dla twojego mózgu: mogę sobie ufać. Gdy notorycznie składamy sobie obietnice bez pokrycia, nasz umysł uczy się, że nasze słowa znaczą niewiele – nawet jeśli nikt inny się o tym nie dowie. Epiktet radził, by filozofię (a można tu podstawić: zasady, wartości) przede wszystkim wcielać w życie, a nie tylko o niej mówić. „Nie tłumacz swojej filozofii – pokaż ją w czynach”, głosi jedna z przypisywanych mu maksym. Dlatego ustalaj ze sobą takie zobowiązania, które są realistyczne, a potem sumiennie się z nich wywiązuj. Zacznij od małych rzeczy. Jeśli postanowiłeś codziennie rano ścielić łóżko albo uczyć się 15 minut słówek, dotrzymaj tego słowa wobec samego siebie. Z czasem zauważysz, że urasta z tego potężny nawyk wewnętrznej spójności, a wraz z nim – szacunek do samego siebie. Najlepiej zacznij od minimalnej wersji tych postanowień. Tak małych, że przelecą niepostrzeżenie pod radarem prokrastynacji czy oporu. Będą tak proste, że nie sposób ich nie wykonać. 1 słówko, 1 przeczytana strona, 1 pompka, 1 łyk wody. A jak to zacznie Ci już wychodzić, stopniowo podnoś poprzeczkę.
- Świętuj małe sukcesy. Nie tylko wielkie życiowe osiągnięcia budują naszą pewność siebie. Właściwie to bardziej budują ją drobne zwycięstwa dnia codziennego – byle dostrzeżone i docenione. Zamiast bagatelizować znaczenie własnych drobnych osiągnięć („phi, udało mi się wstać wcześniej, co za wyczyn…”), naucz się czerpać z nich radość. Psychologowie mówią wprost: celebrowanie małych wygranych poprawia nastrój i wzmacnia wiarę we własne możliwości. Teresa Amabile (2011) nazwała to „zasadą małych wygranych” – małe kroki naprzód tworzą poczucie postępu, które napędza do dalszego działania.
Pamiętasz przypowieść o zającu i żółwiu? Żółw wygrał wyścig, bo posuwał się naprzód systematycznie, krok po kroku i nie zrażał tym że zając biegnie od niego dużo szybciej. Każda drobna rzecz, którą uda ci się dzisiaj zrobić (np. wyjść na krótki spacer zamiast siedzieć bez ruchu, albo odpisać na odkładanego maila) jest powodem do małej celebracji. Uśmiechnij się do siebie, poklep się po plecach, pochwal w myślach: „Brawo, zrobiłem to”. Może Ci się na początku wydawać to głupie, ale tego typu zachowania realnie wzmacniają Twoją motywację. Badania pokazują, że uznanie swoich małych osiągnięć podnosi motywację i pomaga wytrwać przy długofalowych celach. Stoicy cenili umiar i codzienną konsekwencję – można powiedzieć, że to filozofia wielu małych kroków ku wielkiej cnocie. Każdy dzień jest cegiełką. Ciesz się z każdej położonej cegiełki, a nim się obejrzysz, zbudujesz solidny mur szacunku do siebie.
- Prowadź refleksyjny dziennik (wdzięczności i rozwoju). Jednym z ulubionych ćwiczeń stoików była wieczorna medytacja nad dniem, którą praktykował m.in. Seneka. Zalecał on, by każdego wieczoru zadać sobie pytania: Co dzisiaj zrobiłem dobrze? Co zrobiłem źle? Czego się nauczyłem? Taka spokojna chwila z własnymi myślami pozwala budować samoświadomość i – co ważne – dostrzec swoje postępy. Współcześnie formą takiej praktyki jest prowadzenie dziennika. Możesz w nim zapisywać swoje myśli, przeżycia, sukcesy i potknięcia. Już samo przelanie myśli na papier (lub ekran) porządkuje emocje. Psycholog James Pennebaker wykazał, że regularne wypisywanie trudnych uczuć przynosi ulgę i poprawia zdrowie. Z kolei badania Emmonsa i McCullough (2003) pokazały, że zapisywanie rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni, podnosi poziom odczuwanego szczęścia i nawet poprawia zdrowie fizyczne. W swoim eksperymencie poprosili oni ludzi, by co tydzień notowali kilka rzeczy, które poszły dobrze lub za które są wdzięczni – po 10 tygodniach ci „wdzięczni” uczestnicy byli bardziej zadowoleni z życia i rzadziej dopadały ich objawy chorób, w porównaniu z grupą kontrolną. Dziennik wdzięczności to prosty sposób, by przekonać samego siebie, że w naszym życiu dzieje się sporo dobrego – nawet jeśli to drobnostki. Dzięki temu łatwiej myśleć o sobie przychylniej. Możesz też w dzienniku zapisywać swoje małe sukcesy z punktu 2 – to dodatkowo je utrwali. A jeśli jakiś dzień był trudny, stoicka refleksja pomoże wyciągnąć wnioski zamiast się biczować. Marek Aureliusz przez lata spisywał swoje Rozmyślania i do dziś inspirują one ludzi na całym świecie – kto wie, może własne notatki staną się twoim poradnikiem budowania siebie?
- Traktuj siebie jak przyjaciela – z życzliwością i wyrozumiałością. Być może brzmi to dziwnie, ale wiele osób jest dla siebie samych o wiele bardziej okrutnych niż dla obcych ludzi. Gdy bliska osoba popełni błąd, prawdopodobnie powiesz: „Nic się nie stało, każdy się myli, spróbuj jeszcze raz”. A co mówisz sobie, gdy coś zawalisz? Często pojawiają się wtedy epitety w stylu: „ale jestem idiotą, nigdy mi nic nie wychodzi”. Taki wewnętrzny krytyk potrafi zatruć każde osiągnięcie – nawet jak zrobisz coś dobrze, szepnie: „ale przyfarciłeś” albo „udało ci się, tylko dlatego, że to było łatwe, nie podniecaj się”. Dlatego kluczowe jest wyrobić w sobie postawę samowspółczucia, czyli życzliwości wobec samego siebie. To nie oznacza pobłażania wszystkim swoim wadom, lecz raczej traktowanie siebie z równą empatią, jaką obdarzyłbyś przyjaciela. Współczesna psychologia pokazuje, że samowspółczucie sprzyja zdrowiu psychicznemu. Kristin Neff (2003) dowiodła, że osoby praktykujące samowspółczucie (czyli potrafiące sobie wybaczać potknięcia i rozmawiać ze sobą wspierająco) mają niższy poziom lęku i depresji, a wyższe poczucie szczęścia. Dzieje się tak, bo zamiast dołować się porażką, takie osoby uczą się na błędach i idą dalej. Jak wprowadzić to w życie? Obserwuj swój dialog wewnętrzny. Gdy przyłapiesz się na myśli „ale jestem beznadziejny”, zatrzymaj się i zapytaj: Czy powiedziałbym to najlepszemu przyjacielowi w takiej sytuacji? Jeśli nie – zmień komunikat. Możesz powiedzieć sobie: „Nie poszło najlepiej, to prawda. Ale mam prawo popełnić błąd – następnym razem spróbuję inaczej”. Taka zmiana tonu czyni cuda dla autoreputacji.
Stoicy cenili równowagę emocjonalną – nie użalali się nad sobą, ale i nie chłostali się bez końca. Seneka pisał, że mędrzec jest surowy wobec siebie, łagodny dla innych – lecz zdrowa surowość nie oznacza samoponiżania, tylko wymaganie od siebie tego, co naprawdę ważne. Bądź swoim sprzymierzeńcem, a nie wrogiem.
- Żyj w zgodzie ze swoimi wartościami. Ostatnia wskazówka to integralność, czyli zgodność swoich czynów z wyznawanymi wartościami. Autoreputacja cierpi, gdy robimy rzeczy, z których w głębi duszy nie jesteśmy dumni. Jeśli ważna jest dla ciebie uczciwość, a zdarza ci się oszukiwać – choćby w drobiazgach – twój wewnętrzny głos zauważy: „Zachowałeś się podle”. Jeśli cenisz rodzinę, a ciągle nie masz dla niej czasu, trudno ci będzie myśleć o sobie jak o „dobrym ojcu/matce” czy „dobrym synu/córce”. Z kolei kiedy postępujesz w zgodzie z własnym kodeksem moralnym, rośnie twój szacunek do siebie. Muzoniusz Rufus – znany stoik i nauczyciel Epikteta – kładł nacisk na to, że filozofia to praktyka życia. Twierdził, że to czyny świadczą o naszym charakterze i tylko poprzez codzienne działania według zasad stajemy się lepszymi ludźmi. Zastanów się więc, jakie cechy uważasz w życiu za najważniejsze. Odwaga? Uczciwość? Współczucie? Ćwicz je na co dzień w małych sytuacjach. Chcesz myśleć o sobie „jestem osobą dobrą i życzliwą” – rób dobro na miarę swoich możliwości, czy to poprzez wolontariat, czy drobne przysługi dla bliskich. Pragniesz widzieć w sobie osobę odważną – podejmij wyzwanie, którego się obawiasz, rozszerz swoją strefę komfortu. Każdy taki akt zgodny z twoimi wartościami wzmocni twoją autoreputację, bo sam(a) przed sobą udowodnisz, że naprawdę jesteś tym, kim chcesz być. Jak powiedział Marek Aureliusz: „Człowiek jest tyle wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje”. Jeśli zajmujesz się sprawami ważnymi dla swojego serca, sam w swoich oczach będziesz wart coraz więcej.
Kąciki tematyczne
Podczas tego odcinka zacytowałem wyniki kilkunastu badań naukowych. Mieliśmy więc nie tylko kącik naukowy, ale cały psychologiczny magazyn. Jestem Wam jednak winien jeszcze rekomendację dobrej książki. W temacie autoreputacji gorąco polecam dzieło Nathaniela Brandena: 6 filarów poczucia własnej wartości. Oto kilka merytorycznych perełek.
„Ze wszystkich sądów, które formułujemy w życiu, żaden nie jest tak ważny jak sąd o sobie samym”.
1. Życie świadome
„Świadomość jest pierwszym krokiem ku zmianie i wzrostowi.”
Branden podkreśla, że budowanie poczucia własnej wartości zaczyna się od uważności – obserwowania siebie, swoich działań, emocji i wyborów bez zaprzeczania rzeczywistości.
🔶 2. Akceptacja siebie
„Poczucie własnej wartości nie wymaga, byśmy wierzyli, że jesteśmy doskonali. Wymaga, byśmy byli przyjaciółmi dla samych siebie.”
Akceptacja siebie oznacza gotowość do uznania wszystkich aspektów swojej osoby – także błędów i słabości – jako części swojego istnienia, bez uciekania w iluzje czy samooskarżenia.
🔶 3. Odpowiedzialność za siebie
„Nikt nie przyjdzie, by uratować twoje życie. To twoje zadanie.”
Osoby z wysokim poczuciem własnej wartości biorą odpowiedzialność za swoje wybory, działania i emocje, nie zrzucając winy na innych ani na okoliczności.
🔶 4. Asertywność (czyli życie w zgodzie ze sobą)
„Szacunek dla siebie oznacza, że mam prawo istnieć, myśleć, czuć i dążyć do własnych celów.”
Chodzi o odwagę, by być sobą – mówić, co się naprawdę myśli i czuje, bez podporządkowywania się oczekiwaniom innych.
🔶 5. Życie celowe (Życie z intencją)
„Jeśli nie kieruję swoim życiem, jestem tylko jego pasażerem.”
Branden zachęca do działania z jasnym zamiarem, dążenia do celów i poczucia, że nasze działania mają sens i kierunek.
🔶 6. Integralność osobista
„Kiedy nasze wartości i działania są ze sobą spójne – rośniemy.”
Integralność to życie w zgodzie z własnym systemem wartości. Jeśli nasze działania przeczą temu, w co wierzymy, poczucie własnej wartości ulega erozji.
Zakończenie
Na koniec warto podkreślić: budowanie dobrej autoreputacji to proces, nie jednorazowe działanie. To trochę jak kształtowanie przyjaźni z samym sobą. Wymaga czasu, konsekwencji i życzliwości. Stoicy przez lata praktykowali swoje zasady, dzień po dniu, wierząc, że charakter formuje się małymi krokami. Nowoczesna psychologia potwierdza ich intuicje – małe zmiany w sposobie myślenia i działania potrafią z czasem przynieść wielkie efekty. Pomyśl o tych wszystkich sposobach nie jak o obowiązkach, ale inwestycjach w siebie. Lepiej się czujemy, gdy wiemy, kim jesteśmy i lubimy tę osobę, którą widzimy w lustrze.
Na drodze od laika do stoika autoreputacja odgrywa kluczową rolę – to nasz wewnętrzny kompas i napęd. Kiedy następnym razem złapiesz się na tym, że sam siebie oceniasz, spróbuj skierować uwagę na to, co i jak mówisz do siebie. Masz wpływ na tę narrację. Możesz pisać własną historię w głowie – historię osoby, która zna swoją wartość, uczy się na błędach i stara się czynić dobrze. A im bardziej w tę historię uwierzysz, tym bardziej stanie się ona rzeczywistością. W końcu, jak powiedział Seneka, „większość rzeczy wielkich na początku wydaje się niewielka”. Twoja autoreputacja może z małego ziarenka stać się potężnym dębem – drzewem, pod którym znajdziesz schronienie przed burzami cudzych opinii i własnych wątpliwości. Warto je pielęgnować każdego dnia.
Rozwijajmy więc sztukę bycia swoim najlepszym sojusznikiem. Bo gdy stajemy się przyjaciółmi dla samych siebie, cały świat jakoś jaśnieje – a my razem z nim.
Czego z całego serca Ci życzę. Mówił Andrzej Bernardyn.