Transkrypcja
Nie masz warunków, by posłuchać podcastu? Wolisz przeskanować wzrokiem zawartość i wybrać dla siebie najbardziej smakowite kąski? Nie ma problemu! Kliknij poniżej, by rozwinąć transkrypcję odcinka.
INTRO
Dzisiaj zmierzymy się z tematem, który od dawna chodził mi po głowie i o który kilku słuchaczy podcastu upominało się uporczywie w mailach – "O wierze w Boga: jak pomieścić w sobie i stoika i katolika". Czy te dwie drogi życiowe się wykluczają, czy może mogą się twórczo uzupełniać?
Przyznam szczerze, że sam się z tym długo mierzyłem i trochę męczyłem. Z jednej strony bardzo bliski jest mi stoicyzm i jego praktyczne narzędzia do radzenia sobie lepiej w życiu, z drugiej – wiara katolicka, w której zostałem wychowany i która jest dla mnie do dziś ważna. Czy muszę wybierać, trochę jak pomiędzy tym czy bardziej kocham tatę czy mamę? A może da się jakoś te dwa światy połączyć? O tym właśnie dziś porozmawiamy.
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy Marek Aureliusz i św. Justyn Męczennik mogliby podać sobie ręce i znaleźć wspólny język przy kawie, to ten odcinek jest właśnie dla Was! No dobra, o Justynie pewnie nie słyszeliście nigdy wcześniej. Ja zresztą też nie. Spytałem Chata GPT, jaki katolicki święty żył w czasach Marka Aureliusza i vouila! Znanazł się taki, który żył dokładnie w tych samych czasach, przebywał w Rzymie i być może nawet spotkał się z cesarzem. Ale kończymy ten off-top! Zapnijcie pasy, bo wyruszamy w podróż przez wieki, filozofię i teologię – ale spokojnie, będzie przystępnie i z przymrużeniem oka.
O MNIE i PODCAŚCIE
Zanim zagubimy się w meandrach filozoficznych rozważań, kilka słów dla tych, którzy słuchają mnie po raz pierwszy. Mam na imię Andrzej. Jestem zwykłym gościem, który kilka lat temu, 7 będąc bardziej precyzyjnym, odkrył stoicyzm i zaczął stosować jego zasady w swoim życiu. Nie jestem profesorem filozofii ani teologiem – jestem praktykiem, który szuka sposobów na lepsze, spokojniejsze i bardziej świadome życie.
Ten podcast powstał z potrzeby dzielenia się tym, co odkrywam na swojej drodze. "Od laika do stoika" to moja osobista podróż od kompletnej nieznajomości stoicyzmu do próby życia według jego zasad – ze wszystkimi sukcesami i porażkami po drodze.
Jestem też praktykującym katolikiem, ale staram się, żeby podcast był wartościowy dla każdego, niezależnie od wyznania czy jego braku. Bo stoicyzm to filozofia praktyczna, która może pomóc każdemu – wierzącemu, agnostykowi i ateiście.
W każdym odcinku staram się pokazać, jak starożytna mądrość może być przydatna w naszym zabieganym, pełnym social mediów i ciągłych powiadomień świecie. Bo choć Marek Aureliusz nie kręcił rolek na Tik Toka, to jego rady o tym, jak zachować spokój ducha w trudnych czasach, są zaskakująco aktualne.
A teraz, skoro już wiecie, z kim macie do czynienia, przejdźmy do dzisiejszego tematu!
GŁÓWNA CZĘŚĆ ODCINKA
Zacznijmy od tego, że zarówno stoicyzm, jak i katolicyzm to nie są jakieś abstrakcyjne systemy filozoficzne oderwane od życia. Nie są to rozważania o monadach: niematerialnych, nierozciągłych, niepodzielnych, duchowych bytów. Wręcz przeciwnie: stoicyzm i katolicyzm to praktyczne drogi życiowe, które mają nam pomóc żyć lepiej, mądrzej i bardziej świadomie.
Sokrates i Jezus – zaskakujące podobieństwa
Wiecie co? Zawsze fascynowało mnie, jak wiele podobieństw można znaleźć między Sokratesem – duchowym dziadkiem stoicyzmu – a Jezusem Chrystusem. Obaj nie zostawili po sobie żadnych pism, a ich nauki znamy tylko dzięk ichi uczniom. Obaj kwestionowali zastany porządek i konwencje społeczne swojego czasu. Obaj też zginęli z rąk władz, oskarżeni o podważanie tradycji i "psucie młodzieży".
Sokrates chodził po ateńskiej agorze i zadawał niewygodne pytania, zmuszając ludzi do myślenia. Jezus wędrował po Galilei i Judei, opowiadając przypowieści, które wywracały do góry nogami utarte schematy myślenia. Obaj mieli swoich uczniów, którzy niekoniecznie zawsze rozumieli, o co chodzi mistrzowi.
Pamiętacie scenę z Ewangelii, gdy uczniowie kłócą się, kto z nich jest najważniejszy? Jezus bierze wtedy dziecko, stawia je przed nimi i mówi, że kto nie stanie się jak dziecko, nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego. To bardzo sokratejskie! Sokrates też ciągle powtarzał, że początkiem mądrości jest przyznanie, że nic nie wiemy – taka dziecięca otwartość i gotowość do uczenia się.
Albo weźmy słynne sokratejskie "poznaj samego siebie" i zestawmy je z ewangelicznym "czemu widzisz drzazgę w oku brata, a belki we własnym nie dostrzegasz?". W obu przypadkach chodzi o to samo – zacznij od pracy nad sobą, od poznania własnych ograniczeń i słabości.
Stoicyzm i katolicyzm – różnice i podobieństwa
Oczywiście, między stoicyzmem a katolicyzmem istnieją fundamentalne różnice. Stoicyzm to filozofia naturalistyczna, która nie zakłada osobowego Boga w chrześcijańskim rozumieniu. Dla stoików bóstwo to raczej rozumna zasada przenikająca wszechświat, logos, a nie osobowy Bóg, który kocha każdego człowieka z osobna.
Stoicy wierzyli w determinizm – wszystko jest z góry ustalone przez los, a naszym zadaniem jest po prostu zaakceptować to, co nieuniknione. Katolicyzm z kolei kładzie ogromny nacisk na wolną wolę i osobistą relację z Bogiem.
Ale mimo tych różnic, jest też wiele punktów wspólnych.
#1. Podkreślanie znaczenia cnoty
Zarówno myśli stoików jak i katolików obsesyjnie krążą wokół cnoty. Tylko nie tej najbardziej wulgarnej, którą raz się traci i nie da się jej już odzyskać. Mam na myśli cnoty duchowe. Dla stoików cnota to była ta najwyższa forma życia, coś jak zdobycie czarnego pasa w karate życiowym. Marek Aureliusz mógłby powiedzieć: "Cnota to jedyne prawdziwe dobro, reszta to dodatki jak przyprawy do dania głównego".
Dla katolika cnoty to też podstawa - mamy te kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo. Jakby tego było mało, dorzucamy jeszcze wiarę, nadzieję i miłość, bo przecież siedem to biblijna liczba doskonałości! Kiedy jako katolik próbujesz być cnotliwy, to trochę jak bycie na diecie, tylko że zamiast liczyć kalorie i unikać ciasteczek, liczysz dobre uczynki i unikasz grzechów.
Co ciekawe, obie tradycje widzą cnotę nie jako jednorazowy wyczyn, ale jako nawyk, który kształtujesz latami. To jak na siłowni - nie wyrobisz mięśni po jednym treningu. Tak samo nie staniesz się cnotliwy po jednym dobrym uczynku. To codzienna praca, coś jak mycie zębów duszy. I zarówno stoik, jak i katolik powie ci, że bez tego regularnego "szczotkowania cnót" twoja dusza zacznie się psuć szybciej niż ząb go zjedzeniu czekoladki w środku nocy.
# 2. Zachęta do akceptacji tego, na co nie mamy wpływu
Stoicy mieli taką mantrę: "Niektóre rzeczy zależą od nas, inne nie". Epiktet pewnie by dodał: "Więc po co się wkurzać na korek na drodze? Możesz co najwyżej zmienić stację radiową". To ich słynne rozróżnienie między tym, co kontrolujemy (nasze osądy, pragnienia, plany), a tym, czego nie kontrolujemy (pogoda, opinie innych, wyniki meczów Legii Warszawa).
Katolicyzm ma podobne podejście, tylko że zamiast stoickiej obojętności mamy "Bożą wolę". Kiedy katolik mówi: "Niech się dzieje wola Boża", to w gruncie rzeczy przyznaje: "Okej, nie wszystko zależy ode mnie, i jakoś muszę z tym żyć". W modlitwie "Ojcze nasz" - mówimy "bądź wola Twoja". To taki katolicki odpowiednik stoickiego akceptowania rzeczy niezależnych.
W praktyce wygląda to tak: stoik w korku myśli "To poza moją kontrolą, więc zachowam spokój", a katolik myśli "Bóg chce mnie nauczyć cierpliwości... znowu". Obie postawy prowadzą do tego samego - przestajesz walczyć z rzeczywistością jak Don Kichot z wiatrakami. Zamiast tego akceptujesz, że niektóre karty w życiowej grze zostały rozdane bez twojego udziału, i skupiasz się na tym, jak najlepiej zagrać tymi, które trzymasz w ręku.
# 3. Promowanie życia zgodnego z naturą
Stoicy z uporem maniaka przekonywali nas do "życia zgodnego z naturą". Dla nich natura to był taki kosmiczny porządek, logos, który przenika wszystko. Zenon z Kition mógłby powiedzieć: "Żyj zgodnie z naturą, czyli nie bądź jak ten gość, który próbuje płynąć pod prąd rzeki". Chodziło im o to, żeby zrozumieć swoje miejsce w świecie i nie walczyć z naturalnymi prawami wszechświata.
Katolicyzm ma podobne podejście. Kościół naucza, że Bóg stworzył świat z pewnym porządkiem, a my powinniśmy ten porządek odkrywać i szanować. To jak instrukcja obsługi do człowieka - nie napisana na papierze, ale wpisana w naszą naturę. Dlatego katolik powie ci, że pewne rzeczy są "nienaturalne" - bo to jak używanie odkurzacza do czyszczenia zębów. Niby można, ale po co, skoro nie do tego został stworzony i wylecą Ci wszystkie plomby?
W praktyce obie tradycje zachęcają do refleksji nad tym, kim jesteśmy jako ludzie i jaki jest cel naszego istnienia. To jak próba odkrycia, do czego służy ten dziwny przycisk w samochodzie, zamiast wciskania go na ślepo. Stoik powie: "Żyj zgodnie z rozumną naturą", a katolik doda: "...którą dał ci Bóg". Koniec końców, obie drogi prowadzą do podobnego wniosku: nie wszystko, co możemy zrobić, powinniśmy robić, a szczęście przychodzi, gdy żyjemy zgodnie z naszym prawdziwym przeznaczeniem.
# 4. Zachęta do panowania nad emocjami
Stoicy mieli taką reputację kamiennych twarzy, że aż powstało powiedzenie "stoicki spokój". Seneka mógłby powiedział: "Emocje są jak dzikie konie - albo ty je ujeżdżasz, albo one ujeżdżają ciebie". Nie chodziło im o to, żeby stać się robotem bez uczuć, ale żeby nie dać się porwać emocjonalnej burzy, która prowadzi do głupich decyzji.
Katolicyzm też ma swoje "panowanie nad emocjami", tylko że nazywa to walką z pokusami i grzechem. Siedem grzechów głównych to w dużej mierze emocje, które wymknęły się spod kontroli - gniew, pożądanie, zazdrość. Kiedy ksiądz mówi: "Opanuj się, synu", brzmi jak stoicki filozof, tylko że w koloratce i z ogoloną brodą.
W praktyce wygląda to tak: stoik, gdy się wkurzy, myśli "Ta emocja jest tylko moim osądem sytuacji, mogę ją zmienić", a katolik szepcze "Panie, daj mi cierpliwość... ale szybko!". Obie tradycje rozumieją, że człowiek sterowany wyłącznie emocjami jest jak łódka bez steru na wzburzonym morzu - prędzej czy później rozbije się o skały. Dlatego uczą, że między bodźcem a reakcją jest przestrzeń na wybór, a w tej przestrzeni leży nasza wolność i godność. To jak mieć pilota do własnego mózgu - możesz przełączyć kanał, zamiast oglądać program "Wkurzony na cały świat".
# 5. Praktyka codziennej autorefleksji
Stoicy byli maniakami samodoskonalenia na długo przed tym, jak powstały aplikacje do śledzenia nawyków. Marek Aureliusz pisał swoje "Rozmyślania" wieczorami, analizując miniony dzień. Seneka zalecał codzienne pytanie: "Co dziś zrobiłem dobrze? Co mogłem zrobić lepiej?". To był taki starożytny odpowiednik przeglądania statystyk na Facebooku, tylko że zamiast lajków liczyły się cnoty.
Katolicy mają swój odpowiednik w postaci rachunku sumienia. Przed spowiedzią, a najlepiej codziennie wieczorem, katolik przegląda swój dzień jak detektyw szukający śladów grzechu. "Czy byłem dziś cierpliwy w stosunku do swoich dzieci? A może przeklinałem pod nosem tego gościa, który zajął mi miejsce parkingowe?" To jak przeglądanie nagrań z kamer monitoringu własnej duszy.
Obie tradycje rozumieją, że bez regularnej refleksji człowiek popełnia te same błędy w kółko, jak chomik biegający w kołowrotku. Stoik pyta: "Czy żyłem dziś zgodnie z cnotą?", a katolik: "Czy żyłem dziś zgodnie z przykazaniami?". Różne słowa, podobna praktyka - zatrzymać się, spojrzeć wstecz i wyciągnąć wnioski. To jak robienie backupu systemu operacyjnego duszy, żeby w razie awarii moralnej można było przywrócić ustawienia fabryczne.
# 6. Docenianie wspólnoty i relacji międzyludzkich
Wbrew stereotypowi samotnego filozofa na wzgórzu, stoicy bardzo cenili wspólnotę. Hierokles, filozof późnego antycznego stoicyzmu, opisywał ludzkość jako system koncentrycznych kręgów - od najbliższej rodziny, przez przyjaciół, współobywateli, aż po całą ludzkość. Stoicy wierzyli w kosmopolityzm - ideę, że wszyscy ludzie są obywatelami jednego świata. Marek Aureliusz pisał: "Zostaliśmy stworzeni do współpracy, jak nogi, ręce, powieki, górne i dolne rzędy zębów".
Katolicyzm również kładzie ogromny nacisk na wspólnotę. Samo słowo "kościół" (ecclesia) oznacza zgromadzenie, wspólnotę wiernych. Katolicy wierzą, że zbawienie dokonuje się we wspólnocie, a nie w pojedynkę. Stąd niedzielne msze, sakramenty i cała ta społeczna otoczka wiary. Jak mawiał św. Paweł: "Jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie".
W praktyce obie tradycje uczą, że człowiek w izolacji więdnie jak kwiatek bez wody. Stoik powie: "Jesteśmy częścią większej całości", a katolik doda: "...i tą całością jest Mistyczne Ciało Chrystusa". Obie tradycje zachęcają do wyjścia poza własne ego i dostrzeżenia, że nasze działania wpływają na innych. To jak zdanie sobie sprawy, że twoje głośne chrupanie popcornu i siorbanie w kinie przeszkadza innym - nagle zaczynasz rozumieć, że nie jesteś sam na świecie, a twoje wybory mają znaczenie dla ludzi wokół Ciebie.
#7. Szukanie sensu w cierpieniu
Stoicy mieli takie podejście do cierpienia, które dziś nazwalibyśmy "growth mindset". Epiktet, który sam był niepełnosprawnym byłym niewolnikiem, mawiał: "Trudności pokazują, kim naprawdę jesteśmy". Dla stoików cierpienie nie było bezsensowne - było okazją do ćwiczenia cnoty, jak trening na siłowni jest okazją do budowania mięśni. Seneka pisał: Ignis aurum probat. Brzmi to jak zaklęcie rzucane przez Gandalfa, ale oznacza: Ogień testuje złoto. Trudności sprawdzają z czego jesteśmy stworzeni, czy nie jesteśmy miękiszonami.
Katolicyzm idzie jeszcze dalej ze swoją teologią cierpienia. Krzyż - symbol męki i śmierci - stoi w centrum tej religii. My katolicy wierzemy, że cierpienie może mieć sens odkupieńczy, że można je ofiarować za innych, że może przybliżać nas do Boga. Św. Paweł pisał o "dopełnianiu braków udręk Chrystusa", a Jan Paweł II napisał całą encyklikę o cierpieniu (Salvifici Doloris).
W praktyce obie tradycje odrzucają współczesne podejście, że cierpienie to tylko problem do rozwiązania tabletką. Zamiast tego proponują głębszą perspektywę: cierpienie może nas czegoś nauczyć, może nas przemienić. Stoik w chorobie pomyśli: "To okazja, by praktykować cierpliwość", a katolik doda: "...i łączyć swój ból z cierpieniem Chrystusa". To jak patrzenie na deszcz - możesz narzekać, że zmokłeś, albo dostrzec, że dzięki niemu rośliny będą rosły. Obie tradycje uczą dostrzegać w cierpieniu nie tylko ból, ale i potencjał transformacji.
Pamiętam, jak kiedyś podczas rekolekcji uczony ksiądz mówił o indifferentia sancta czyli "świętej obojętności" – takim stanie ducha, w którym jesteśmy gotowi przyjąć wszystko, co Bóg nam ześle, bez przywiązania do własnych planów i pragnień. Pomyślałem wtedy: "Hej, to przecież czysty stoicyzm!". I rzeczywiście, wielu świętych katolickich praktykowało coś, co bardzo przypomina stoicką postawę wobec życia.
Jak pogodzić stoicyzm z katolicyzmem?
Teraz dochodzimy do sedna – jak w praktyce pogodzić bycie stoikiem i katolikiem? Oto kilka moich przemyśleń i doświadczeń:
# 1. Traktuj stoicyzm jako narzędzie, a nie kompletny światopogląd
Słuchaj, to jest jak z młotkiem – świetne narzędzie do wbijania gwoździ, ale raczej nie zbudujesz nim całego domu, prawda? Podobnie ze stoicyzmem. Weź z niego to, co pomaga Ci lepiej żyć, ale nie musisz budować na nim całego swojego światopoglądu. To jak z przyprawami w kuchni – dodajesz je do dania, ale nie robisz z nich głównego składnika (chyba że jesteś fanem cynamonowego challenge'u na TikToku, ale to już inna historia).
Stoicyzm daje nam świetne narzędzia do radzenia sobie z trudnościami, kontrolowania emocji i zachowania spokoju, gdy wokół szaleje burza. Ale pamiętaj, że to tylko część układanki. Katolicyzm oferuje coś innego – relację z osobowym Bogiem, wspólnotę wierzących i perspektywę życia wiecznego. To jak różnica między instrukcją obsługi a listem miłosnym – oba są wartościowe, ale służą różnym celom.
# 2. Koncentruj się na tym, co wspólne
Wcześniej przedstawiłem Ci 7 fundamentach rzeczy, które łączą stoicyzm i katolicyzm. Jakby głębiej poszukać, pewnie znaleźlibyśmy ich nawet 77, co w biblijnej tradycji oznacza nieskończenie wiele. Zamiast zadręczać się tym, że oba te ‘icyzmy’ nie są identyko, lepiej patrzeć na to, jak wiele je łączy.
# 3. Wykorzystaj stoicyzm do pogłębienia swojej wiary
Stoicyzm może być jak dobry trener personalny dla Twojej wiary – pomaga wzmocnić te duchowe mięśnie, których może nie ćwiczysz wystarczająco w codziennej praktyce religijnej. Stoickie ćwiczenia, takie jak codzienny rachunek sumienia czy medytacja nad śmiercią, mogą pomóc Ci głębiej przeżywać swoją wiarę. To jak dodanie nowego zestawu ćwiczeń do Twojej duchowej rutyny.
Wyobraź sobie, że stoicyzm to taki duchowy CrossFit, który pomaga Ci być bardziej świadomym swoich myśli i emocji, dzięki czemu Twoja modlitwa staje się głębsza, a relacja z Bogiem bardziej autentyczna. Kiedy stoicyzm uczy Cię akceptować rzeczy, na które nie masz wpływu, łatwiej Ci zaufać Bożej Opatrzności. Kiedy uczy Cię kontrolować swoje reakcje, łatwiej Ci praktykować chrześcijańską cierpliwość i miłość bliźniego. To jak odkrycie, że joga pomaga Ci lepiej klękać na modlitwie – niby z innej tradycji, ale efekt wspiera Twoją praktykę.
# 4. Pamiętaj o łasce
Okej, tu dochodzimy do kluczowej różnicy – stoicy wierzyli, że człowiek może osiągnąć cnotę o własnych siłach, przez wytrwałe ćwiczenie i samodyscyplinę. To trochę jak przekonanie, że możesz wspiąć się na Mount Everest w klapkach, jeśli tylko będziesz wystarczająco zdeterminowany. Katolicyzm mówi: "Ej, weź te buty górskie, linę i przewodnika, bo sam sobie nie poradzisz" – tym przewodnikiem jest łaska Boża.
Łaska to jak duchowy power-up w grze komputerowej – bez niej możesz próbować, ale prędzej czy później utkniesz na trudniejszym poziomie. Stoicyzm daje Ci świetne techniki samodoskonalenia, ale katolicyzm przypomina, że ostatecznie to Bóg działa w Tobie i przez Ciebie. To jak różnica między samodzielną nauką gry na gitarze z YouTube a lekcjami z mistrzem – możesz nauczyć się podstaw sam, ale do prawdziwego mistrzostwa potrzebujesz pomocy kogoś, kto widzi więcej niż Ty. Pamiętaj więc, że stoickie ćwiczenia są cenne, ale bez łaski Bożej to tylko połowa sukcesu.
#5. Nie bój się twórczej syntezy
Życie to nie konkurs "albo-albo" – to bardziej jak bufet, gdzie możesz skomponować swój własny posiłek. Nie musisz wybierać między stoicyzmem a katolicyzmem, możesz stworzyć swoją własną twórczą syntezę, biorąc to, co najlepsze z obu tradycji. To jak DJ, który miesza różne gatunki muzyczne, tworząc coś świeżego i oryginalnego.
Święty Justyn Męczennik, jeden z pierwszych apologetów chrześcijańskich, twierdził, że wszystko, co prawdziwe i dobre, należy do chrześcijan, nawet jeśli pochodzi z pogańskiej filozofii. To jak powiedzenie: "Hej, ta melodia jest ładna, nawet jeśli gra ją zespół, którego nie lubię". Możesz więc śmiało czerpać mądrość ze stoicyzmu, jednocześnie pozostając wiernym katolikiem. To nie zdrada wiary, to jej wzbogacenie. Pamiętaj, że Bóg działa na różne sposoby i przez różne tradycje – Twoje zadanie to rozpoznać Jego głos, niezależnie od tego, przez kogo przemawia.
# 6. Praktykuj stoickie ćwiczenia duchowe w kontekście katolickiej modlitwy
Wyobraź sobie, że stoickie ćwiczenia duchowe to jak przyprawy do Twojej katolickiej modlitwy – dodają smaku, głębi i nowych wymiarów. Większość osób, która liznęła stoicyzm, kojarzy praemeditatio malorum, czyli medytację nad potencjalnymi złymi rzeczami, które mogą się wydarzyć. Jest jednak jeszcze drugie praemeditatio - praemeditatio matutina, czyli „poranna medytacja”, stoicka praktyka "przedświtu" albo przygotowanie się na wyzwania dnia. Może ona stać się częścią Twojej porannej modlitwy. Zamiast tylko prosić: "Boże, pomóż mi przetrwać ten dzień", możesz dodać stoicki element: "Przygotowuję się na trudności, które mogą nadejść, i z Twoją pomocą przyjmę je z godnością i spokojem".
Stoicki wieczorny rachunek sumienia świetnie współgra z katolicką praktyką rachunku sumienia przed spowiedzią. To jak upgrade z wersji podstawowej do premium - i to za darmo! Zamiast tylko wymieniać grzechy, możesz głębiej zastanowić się: "Co dziś zrobiłem dobrze? Co mogłem zrobić lepiej? Jakie emocje mną kierowały?". Stoicka praktyka "widoku z góry" (patrzenie na swoje problemy z kosmicznej perspektywy) może wzbogacić Twoją kontemplację Bożej Opatrzności. To jak dodanie nowego obiektywu do aparatu – nagle widzisz więcej i wyraźniej.
Pamiętaj jednak, że w przeciwieństwie do stoików, nie medytujesz w próżni – jesteś w dialogu z kochającym Bogiem. To jak różnica między monologiem a rozmową z najlepszym przyjacielem.
#7. Stosuj stoicką perspektywę w codziennym życiu religijnym
Stoicyzm może być jak okulary 3D dla Twojego religijnego życia – nagle wszystko nabiera głębi i nowego wymiaru. Kiedy stoisz w kolejce do spowiedzi i denerwujesz się, że ksiądz będzie zszokowany Twoimi grzechami, stoicka perspektywa przypomina: "Jedyne, co mogę kontrolować, to moja szczerość i skrucha, reszta nie zależy ode mnie". Kiedy martwisz się o przyszłość parafii, stoicyzm podpowiada: "Skup się na tym, co możesz zrobić dziś, aby być dobrym parafianinem".
Stoicka akceptacja rzeczywistości pomaga Ci przyjąć z pokorą trudne nauki Kościoła, nawet jeśli nie zawsze je rozumiesz. To jak powiedzenie: "Okej, może nie rozumiem, dlaczego trener każe mi robić te dziwne ćwiczenia, ale ufam, że wie, co robi". Stoicka praktyka "memento mori" (pamiętaj o śmierci) wspaniale uzupełnia katolicką refleksję nad rzeczami ostatecznymi – śmiercią i życiem po życiu.
Stoicyzm uczy Cię też, jak nie przywiązywać się nadmiernie do zewnętrznych form pobożności, skupiając się na tym, co naprawdę istotne – na wewnętrznej postawie serca. To jak przypomnienie, że ładne opakowanie jest miłe, ale liczy się to, co w środku. Dzięki stoickiej perspektywie Twoja wiara staje się bardziej odporna na kryzysy i rozczarowania, a jednocześnie głębsza i bardziej autentyczna.
Pamiętaj, że zarówno stoicyzm, jak i katolicyzm, dążą do tego samego celu – do życia w harmonii z wyższym porządkiem i do moralnej doskonałości. Różnią się w szczegółach i metodach, ale mogą się pięknie uzupełniać, jak dwa instrumenty grające tę samą melodię. Nie musisz wybierać między byciem dobrym stoikiem a dobrym katolikiem – możesz czerpać mądrość z obu tradycji i stać się po prostu lepszym człowiekiem. A o to przecież w tym wszystkim chodzi, prawda?
KĄCIK NAUKOWY
A teraz czas na nasz stały segment, czyli Kącik Naukowy, w którym przyglądam się badaniom naukowym związanym z tematem odcinka. Dzisiaj opowiem o fascynującym badaniu dotyczącym związku między duchowością, religijnością a dobrostanem psychicznym.
Badanie przeprowadzone przez zespół naukowców z Uniwersytetu Harvarda, w tym dr. hab. Jakuba Pawlikowskiego. Polacy też są na Harvardzie, a co! Wykazało ono pozytywny i stosunkowo trwały związek między religijnością a dobrostanem psychicznym. Wyniki opublikowane w "European Journal of Public Health" wskazują, że osoby regularnie praktykujące religię (co najmniej raz w tygodniu) odczuwają wyższy poziom satysfakcji i zadowolenia z życia w porównaniu do osób niepraktykujących.
Co ciekawe, badacze zastosowali wskaźnik e-value, który pozwala ocenić odporność związku na działanie czynników niezaobserwowanych. Wyniki wskazują, że związek między religijnością a dobrostanem psychicznym jest nie tylko istotny, ale także odporny na zakłócenia wynikające z innych zmiennych, co potwierdza jego trwałość.
Ale to nie wszystko! Z badań wynika również, że wyższy poziom religijności koreluje z większą aktywnością fizyczną, mniejszym piciem alkoholu i rzadszym paleniem tytoniu. To zjawisko może mieć charakter mediacyjny, gdzie religijność działa jako czynnik motywujący do zdrowego stylu życia.
Co to ma wspólnego ze stoicyzmem? Otóż badacze odkryli, że kluczowym mediatorem w relacji między religijnością a dobrostanem psychicznym jest poczucie sensu życia. A poczucie sensu to coś, co zarówno stoicyzm, jak i religia starają się zapewnić swoim wyznawcom.
Teoria Wonga (1998) zakłada, że sens życia składa się z siedmiu wymiarów, takich jak osiągnięcia, relacje, stosunek do religii, samotranscendencja, samoakceptacja, bliskość emocjonalna i uczciwe traktowanie. Badania wykazały, że wyższy poziom poczucia sensu życia koreluje z wyższym poziomem satysfakcji i pozytywnych emocji, a także z mniejszymi objawami depresji.
Co to oznacza dla nas, próbujących połączyć stoicyzm z katolicyzmem? Że oba te systemy, dostarczając nam poczucia sensu i celu, mogą przyczynić się do naszego dobrostanu psychicznego. Stoicyzm daje nam narzędzia do radzenia sobie z trudnościami i rozwijania cnót, a wiara religijna zapewnia poczucie transcendencji i przynależności do większej całości. Razem mogą tworzyć potężną kombinację wspierającą nasze zdrowie psychiczne.
Jak mówił psycholog, Viktor Frankl: "Człowiek może przetrwać każde 'jak', jeśli ma 'po co'". Zarówno stoicyzm, jak i katolicyzm dają nam to "po co" – sens i cel, które pomagają nam przetrwać nawet najtrudniejsze chwile.
KĄCIK KSIĄŻKOWY
Czas na Kącik Książkowy, w którym polecam lekturę związaną z tematem odcinka. Dzisiaj opowiem o książce, która pomogła mi zrozumieć, jak można połączyć stoicyzm z chrześcijaństwem. Nosi ona tytuł "The Porch and the Cross: Ancient Stoic Wisdom for Modern Christian Living" (czyli "Portyk i Krzyż: Starożytna mądrość stoicka dla współczesnego życia chrześcijańskiego") autorstwa dr. Kevina Vosta. Niestety, nie została jeszcze przetłumaczona na polski, ale jeśli czytacie po angielsku, to gorąco ją polecam.
Vost wprowadza czytelnika w świat czterech wpływowych filozofów stoickich – Muzoniusza Rufusa, Epikteta, Seneki i Marka Aureliusza – i omawia ich nauki w świetle cnót chrześcijańskich. Pokazuje, jak stoickie cnoty, takie jak samokontrola, sprawiedliwość i akceptacja, mogą uzupełniać chrześcijańskie życie, szczególnie gdy są postrzegane przez pryzmat Bożej łaski.
Co ciekawe, autor przyznaje, że stoicyzm był dla niego "przystankiem" w duchowej podróży powrotnej do katolicyzmu. Docenia moralne intuicje stoików, jednocześnie potwierdzając centralną rolę Chrystusa jako prawdziwego Mędrca.
Książka jest napisana przystępnym językiem, pełnym anegdot i praktycznych wskazówek. Vost pokazuje, jak stoickie ćwiczenia duchowe, takie jak medytacja nad własną śmiertelnością czy przegląd dnia, mogą wzbogacić chrześcijańskie praktyki duchowe.
Szczególnie spodobał mi się rozdział o stoickiej idei "kosmopolityzmu" – przekonaniu, że wszyscy ludzie są obywatelami jednego świata – i jej związku z chrześcijańskim pojęciem powszechnego braterstwa. Vost pokazuje, jak stoicka etyka, oparta na rozumie i naturze, może być komplementarna wobec chrześcijańskiej etyki miłości.
Jeśli szukacie praktycznego przewodnika, jak połączyć stoicką mądrość z chrześcijańską wiarą, ta książka jest dla was. Bo, jak pokazuje Vost, zarówno stoicyzm, jak i chrześcijaństwo dążą do tego samego celu – życia cnotliwego, pełnego sensu i wewnętrznego spokoju. Różnią się drogą, ale cel jest podobny.
PODSUMOWANIE
Dobiegamy do końca dzisiejszego odcinka, więc czas na podsumowanie. Omówiliśmy podobieństwa i różnice między stoicyzmem a katolicyzmem, zobaczyliśmy, jak można je pogodzić w praktyce, i przyjrzeliśmy się badaniom naukowym potwierdzającym, że zarówno duchowość, jak i praktyki stoickie mogą przyczynić się do naszego dobrostanu psychicznego.
Główne wnioski, jakie chciałbym, żebyście zapamiętali z tego odcinka:
Stoicyzm i katolicyzm, mimo różnic, mają wiele punktów wspólnych – nacisk na cnotę, akceptację tego, na co nie mamy wpływu, życie zgodne z naturą i kontrolę nad emocjami.
Możesz być jednocześnie stoikiem i katolikiem, traktując stoicyzm jako narzędzie do pogłębienia swojej wiary i praktyki duchowej.
Zarówno stoicyzm, jak i wiara religijna, dostarczając poczucia sensu i celu, mogą przyczynić się do naszego dobrostanu psychicznego.
Historia chrześcijaństwa to historia twórczej syntezy z różnymi filozofiami – nie bój się tworzyć własnej syntezy stoicyzmu i katolicyzmu.
Najważniejsza różnica między stoicyzmem a chrześcijaństwem to rola łaski i emocjonalny nastrój – stoik akceptuje los z godnością, a chrześcijanin z radością i ufnością w Bożą miłość.
Pamiętajcie, że zarówno stoicyzm, jak i katolicyzm to nie abstrakcyjne systemy filozoficzne, ale praktyczne drogi życiowe. Liczy się nie to, co wiecie o stoicyzmie czy katolicyzmie, ale to, jak te nauki wpływają na wasze codzienne wybory i postawy.
Jak mawiał Epiktet: "Nie opowiadaj ludziom o swoich zasadach, ale pokazuj je w działaniu". A św. Jakub wtórował mu: "Wiara bez uczynków jest martwa". W obu przypadkach chodzi o to samo – żeby nasze przekonania przekładały się na konkretne czyny.
OUTRO
To już wszystko na dzisiaj. Mam nadzieję, że ten odcinek pomógł wam zobaczyć, że stoicyzm i katolicyzm zamiast stawać ze sobą w szranki, mogą iść ramię w ramię, wzajemnie się uzupełniać i wzbogacać.
Jeśli spodobał wam się ten odcinek, będę wdzięczny za ocenę i recenzję w waszej aplikacji podcastowej. Możecie też podzielić się nim ze znajomymi, którzy mogliby być zainteresowani tym tematem.
Jeśli macie pytania, przemyślenia lub sugestie tematów na przyszłe odcinki, piszcie śmiało na adres andrzej.bernardyn@gmail.com lub odwiedźcie stronę odlaikadostoika.pl
Dziękuję za uwagę i do usłyszenia w kolejnym odcinku podcastu. Mówił Andrzej Bernardyn.
